Idiota w lustrze

Dodany przez: | sty 29, 2013 | Kategorie: Treść lekcji | 0 komentarzy

Idiota w lustrze

Cel: Zinterpretuję symboliczne znaczenie fragmentu powieści „451 stopień Fahrenheita”.

Nacobezu: Wskażę i zinterpretuję co najmniej pięć symboli kluczowych dla rozumienia 1. części powieści Ruya Bradburego.

Streszczenie lekcji w punktach: 1. Zaufanie zaufaniem, ale znajomość powieści sprawdzić trzeba (choćby po to, żeby zorientować się, jak prowadzić zajęcia) – pierwszą rzeczą, jaką zrobiliście, było zatem ułożenie pytań otwartych do treści książki – to jedna z najlepszych metod skontrolowania, czy coś przeczytaliście, czy nie, jaką znam, 2. następnie zadawaliście owe pytania pozostałym delikwentom(kom), 3. wybieraliście zdjęcia z  worka i uzasadnialiście, w jaki sposób wiążą się z książką, a 4. po lekturze fragmentu 1. części zakreślaliście słowa-klucze – jako wstęp do interpretacji i 5. analizowaliśmy ich symboliczne znaczenie.

Fragment powieści – słowa-klucze wyboldowałam:

Ognisko i salamandra

„Przyjemnie było palić.

(…)

Montag uśmiechał się dzikim uśmiechem wszystkich mężczyzn osmalonych i cofających się przed płomieniem. Wiedział, że kiedy powróci do strażnicy, może skinąć do swego odbicia w lustrze – będzie wyglądał jak uczerniony korkiem aktor, który gra Murzyna. Później, idąc spać, będzie czuł w ciemności nadal ściągnięte dzikim uśmiechem mięśnie twarzy. Ten uśmiech nigdy nie schodził mu z ust, odkąd pamiętał.

(…) dziewczyna, która tamtędy szła, głowę miała nieco pochyloną, patrzyła, jak jej buty poruszają się wśród krążących liści. Twarz była szczupła i biała jak mleko i widniał w niej rys szlachetnego niedosytu, który dotyka wszystkiego z niezmordowaną ciekawością. Był to prawie wyraz ciągłego zdziwienia. (…) Miała białą i szeleszczącą sukienkę. Zdawało mu się, że słyszy niemal poruszenia jej dłoni, gdy szła, a potem nieskończenie cichutki szmer, biały ruch jej obracającej się twarzy, kiedy odkryła, że znajduje się tuż koło mężczyzny, który stoi na bruku, czekając. (…)

W powietrzu unosił się najdelikatniejszy zapach świeżych moreli i poziomek, aż Montag rozejrzał się dokoła i uświadomił sobie, że to niemożliwe o tej porze roku. To tylko dziewczynę, rozmawiającą z nim teraz, otaczał taki zapach, a jej twarzyczka jaśniała jak śnieg w księżycowej poświacie.

Widział się w jej oczach, widział, że jest zawieszony w dwóch połyskujących kroplach jasnej wody, ciemny i malutki, z najdrobniejszymi szczegółami, liniami koło ust i wszystkim, jak gdyby jej oczy były dwoma cudownymi kawałkami fioletowego bursztynu, które mogą schwycić żywą istotę i zachować ją w nietkniętym stanie. Twarz dziewczyny, zwrócona ku niemu, przypominała kruchy mleczny kryształ promieniujący miękkim i stałym światłem. (…)

Montag potrząsnął głową. Popatrzył na pustą ścianę. Była na niej twarz dziewczyny, naprawdę piękna we wspomnieniu: właściwie zdumiewająca. Dziewczyna miała bardzo małą twarzyczkę jak tarcza małego zegara, kiedy widzi się go niewyraźnie w ciemnym pokoju o północy, gdy człowiek budzi się, chce sprawdzić czas i widzi zegar wskazujący mu godzinę, minutę i sekundę, w białym milczeniu i Sarze, z całą pewnością i świadomością tego, co ma powiedzieć o nocy przechodzącej szybko ku dalszej ciemności, lecz dążącej również ku nowemu słońcu.

– Co? – zapytał Montag swoją drugą jaźń, owego podświadomego idiotę, który czasami wyrywał się bełkocząc bez sensu, zupełnie niezależnie od woli, przyzwyczajenia i świadomości.

Znów spojrzał na ścianę. Jakże jej twarz przypomina również lustro! (…)

Jak olbrzymią postacią jest na scenie przed nim, jakiż cień rzuca na ścianę swym szczupłym ciałem! Czuł, że gdy zaswędzi go oko, to ona mrugnie. A gdy muskuły jego szczęk naprężą się niedostrzegalnie, ona ziewnie na długo przed nim”.

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *