Pytania kluczowe

Dodany przez: | kwi 7, 2013 | Kategorie: OK w teorii | 0 komentarzy

Pytania kluczowe

Hmmm… Mózg to jednak nie martwa maszyna, która włącza się, kiedy trzaśniemy nad nią batem (albo postraszymy pałką).

Jak zatem uruchomić jego potencjał?

Neurobiolodzy podpowiadają, że wprowadzenie mózgu w stan gotowości do przyswajania nowej wiedzy wymaga uwolnienia przez neurony mieszanki neuroprzekaźników i neuropeptydów (mam nadzieję, że dobrze streściłam główną myśl artykułu pełnego słów typu: pre- i postsynapsy, egzotycoza, depolaryzacja, akson itd.).

Dwoma słowami – czysta chemia. Nasze nauczycielskie oczekiwania, że po podaniu tematu dzieciaki wykażą zainteresowanie lekcją = brak wiedzy na temat przebiegu procesów uczenia się. Mózgu nie można zmusić do nauki. Można go jednak do niej zachęcać, posługując się kilkoma metodami.

Jedną z najpotężniejszych sił, jakie nami kierują, jest ciekawość. I to ją właśnie w ocenianiu kształtującym próbują wykorzystać pytania kluczowe. Pełnią one rozmaite funkcje: pokazują szerszą perspektywę, angażują, stawiają wyzwania, pobudzają do szukania i uzasadniania odpowiedzi. Przede wszystkim jednak mają rozbudzić ciekawość naszych uczniów(ennic).

Ułożenie pytania kluczowego, podobnie jak każdego dobrego pytania, to nieprosta sprawa. Powinno być ono starannie przemyślane – także formalnie – i nie odbiegać od celu zajęć. Sporo ciekawych pytań  – aczkolwiek nie wszystkie mi się podobają – można znaleźć na stronie CEO tutaj. Moje ulubione to m.in.: (do tematu: O piśmie i książkach) Jak wyglądałaby nasza dzisiejsza lekcja, gdyby nie wynaleziono druku?, (do tematu: „Bachantki” Eurypidesa) Czy każdy racjonalista powinien być ateistą?, (do tematu: Relacje między chłopami a inteligentami w „Weselu” Stanisława Wyspiańskiego) Dlaczego inteligenci boją się kosy?, (do tematu: Horacy( Gdybyś miał postawić sobie pomnik, jak by wyglądał?.

A pytanie: „Jak wyglądałaby nasza dzisiejsza lekcja, gdyby nie wynaleziono druku?” wykorzystałam sama. Znakomicie pasowało do lekcji poświęconej powieści Ruya Bradbury’ego „451 stopni Fahrenheita”. Autorowi(ce) serdecznie dziękuję.

Do wpisu załączam artykuł Pani Marzeny Żylińskiej o neurodydaktyce. Wart przeczytania.

Neurodydaktyka

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *